Polska i Świat
Aleksander Majewski: Black metal i Nowa Prawica
Black metal stał się polskim towarem eksportowym. Kolejne zespoły zyskują olbrzymie uznanie za granicą. Gatunek przez lata kojarzony z satanizmem, dziś często romansuje z myślą Juliusa Evoli, Oswalda Spenglera, Alaina de Benoist, Emila Ciorana a niekiedy… tradycyjnymi formami liturgicznymi.
Chociaż polskie zespoły takie jak Batushka, Patriarkh czy Mgła grają koncerty na całym świecie, a ich piosenki osiągają zawrotną liczbą odsłon, w kraju szerszy rozgłos zyskują sobie głównie za sprawą odwołanych koncertów na skutek protestów środowisk religijnych.
Oskarżenia o obrazę uczuć religijnych
Tak było w przypadku podlaskiej grupy Patriarkh, powstałej po rozłamie w znanej wśród fanów metalu na całym świecie Batushce. Koncerty w ramach Sun Dies Festival zostały przeniesione z Dobrego Miasta do Olsztyna, ponieważ występowi sprzeciwili się radni. „Zespół propaguje treści satanistyczne, prowadząc bluźniercze występy” – stwierdzili. Niedługo później podobny los spotkał macierzystą formację. Zespół Batushka miał wystąpić 25 lipca na częstochowskim Festiwalu Frytka Off, ale trzy dni przed imprezą organizatorzy poinformowali o odwołaniu koncertu. Powodem była petycja mieszkańców miasta i sprzeciw lokalnej społeczności prawosławnej.
W przypadku obu grup padają te same argumenty – wykorzystywanie symboliki chrześcijańskiej (w tym przypadku – kojarzonej z tradycyjnym obrządkiem wschodnim) w bluźnierczym kontekście. Tymczasem Bartłomiej Krysiuk, były wokalista Batushki, a dziś lider Patriarkhu, do współpracy nad ostatnią płytą „Prorok Ilja”, opowiadającej o działalności przywódcy podlaskiej sekty Eugeniusza Klimowicza, zaprosił Adama Struga, znanego popularyzatora muzyki tradycyjnej, kojarzonego jako twórca… chrześcijański. To właśnie na ostatnim albumie Patriarkhu słyszymy jego melodeklamacje. Współpraca okazała się na tyle owocna, że Strug bierze udział w spektaklu teatralnym reżyserowanym przez Krysiuka – „Epitafium dla Proroka Ilji”, w którym wciela się w rolę Boga. Również koncerty Patriarkhu, na pierwszy rzut oka mogące budzić kontrowersje wśród części chrześcijan, w istocie są spektaklem, w którym zakapturzone postacie, ostatnio w strojach stylizowanych na prawosławnych patriarchów, prezentują starcie między siłami sacrum i profanum. Gdy wokalistka występująca pod pseudonimem „Matuszka” strąca ikonę, wokalista w późniejszej części klęka i wznosi krzyż skierowany w stronę publiczności. „Prowokacja w sztuce nie jest niczym nowym. Sacrum i profanum spotykają się w kulturze od setek lat, my tego nie wymyśliliśmy. Różnica polega tylko na intencji. Bo można prowokować po to, żeby ktoś się oburzył i kliknął – i to jest ta najprostsza droga. Ale to się starzeje szybciej, niż plakat na słupie ogłoszeniowym. Dziś krzyczy, jutro nikt nie pamięta. Dla mnie to nigdy nie było celem” – powiedział Krysiuk w rozmowie z branżowym portalem LiveRock.pl.




Jego słowa korespondują z deklaracją Wojsława, lidera jednego z ciekawszych blackmetalowych projektów w Polsce, Stworz. Muzyk w rozmowie z zinem „BES” podkreśla: „mam większy szacunek do prostego człowieka szczerej wiary choćby chrześcijańskiej, żyjącego – czy też próbującego żyć – w zgodzie z wartościami swoich dziadów, niż do bieda ateistów wojujących z chrześcijaństwem poprzez metal”. Lider zespołu Stworz, odnosząc się do chrześcijaństwa, podkreśla jednocześnie: „Naprawdę wolę to niż zateizowane społeczeństwa Zachodu. Spengler pisał, że chłop jest wieczną istotą ludzką, a jego duchowość, niezależnie od aktualnie wyznawanej religii, jest starsza niż wszystkie religie. Ten cytat podsumowuje moje poglądy, nawet jeśli za chłopa dziś podstawimy po prostu zwykłego człowieka”.
Satanizm czy tradycjonalizm?
W przytoczonych wypowiedziach, oprócz fascynacji esejami reprezentanta niemieckiej rewolucji konserwatywnej, pobrzmiewa też myśl włoskiego filozofa Juliusa Evoli, będącego – obok Rene Guenona – czołowym przedstawicielem tradycjonalizmu integralnego, XX-wiecznego nurtu filozoficzno-religijnego, podkreślającego istnienie metafizycznej prawdy zakotwiczonej w tradycyjnych religiach świata. Tradycjonaliści integralni czerpali głównie z wierzeń dharmicznych, pogańskiego Rzymu, islamu (Guenon był nawet wyznawcą sufizmu), ale również przychylnie patrzyli na tradycyjny katolicyzm w wydaniu św. Bernarda z Clairvaux czy „Syllabusa błędów” błogosławionego Piusa IX. Warto zwrócić uwagę, że Michael Moynihan, współautor sztandarowej dla środowiska blackmetalowego publikacji „Władcy chaosu”, jest związany właśnie z tymi środowiskami.
To z dorobku Evoli czerpie francuska Nowa Prawica Alaina de Benoist. Formacja o charakterze metapolitycznym akcentuje potrzebę obrony europejskiej tożsamości, równocześnie krytykując demoliberalny porządek, który – w jej optyce – prowadzi do zagłady Starego Kontynentu, ale również egalitarne inklinacje chrześcijaństwa, szczególnie w wydaniu posoborowego Kościoła doby aggiornamento. To właśnie te nurty stanowią dziś ideologiczną bazę dla ruchu alt-right, którego wpływ na sceny polityczne różnych państw jest widoczny gołym okiem. Widać to również w Polsce. A skoro już mowa o naszym podwórku, warto zauważyć, że jeden z najciekawszych esejów o ideologicznym profilu black metalu został opublikowany na portalu… Organizacji Monarchistów Polskich. „Czy istnieje jakieś podobieństwo tej ścieżki do jakiejkolwiek formy chrześcijaństwa? (…) warto zadać sobie pytanie, jaka motywacja przyświeca owym adeptom „lewej ścieżki”, gdzie tkwi błąd, w którym momencie słuszna skądinąd postawa niechęci do tego, co płytkie, próżne, małe, śliskie, mieszczańskie, przyjemne i banalne rozszczepia się na dwie drogi?” – pisze Adam T. Witczak na portalu legitymizm.org.
Ciekawym przykładem jest krakowski zespół Mgła. Duet Mikołaj „M” Żentara – Maciej „Darkside” Kowalski, podczas koncertów wspierany przez innych muzyków, zdobył światowe uznanie, choć nie udziela żadnych wywiadów, nie pokazuje twarzy, obecność w mediach społecznościowych ograniczając do niezbędnego minimum. Anglojęzyczne teksty Mikołaja Żentary (występującego jako M.), niosą treść, która brzmi znajomo wśród czytelników dzieł takich filozofów jak Emil Cioran, Artur Schopenhauer czy Fryderyk Nietzsche. Nie jest to myśl chrześcijańska, ale stoi w kontrze to trendów ideologicznych lansowanych przez współczesność.
Polski metal za granicą, Antifa protestuje
Nie powinno zatem dziwić, że zespół, choć stroniący od politycznych deklaracji, znalazł się na cenzurowanym w kręgach skrajnie lewicowych. W 2019 roku odwołane zostały dwa koncerty Mgły w Niemczech. Powodem były protesty środowisk skupionych wokół czasopisma „Masterful Magazine” i Antify. Skrajna lewica zarzucała jednej z supportujących grup powiązania ze środowiskami nacjonalistycznymi, do tego doszły oskarżenia o antysemityzm i rasizm, co skłoniło organizatorów do odwołania imprez na krótko przed ich rozpoczęciem. Trudno spekulować, czy była to rzeczywista przyczyna sprzeciwu czy jedynie pretekst, by uderzyć w główną gwiazdę wydarzenia. Sprawa była o tyle kuriozalna, że Mgła zdobywa sobie uznanie fanów bez względu na narodowość, wyznanie lub jego brak, a w w jej tekstach na próżno można szukać jakichkolwiek „brunatnych” konotacji. Dominuje pesymizm, zakotwiczony w śródziemnomorskich i judeochrześcijańskich kodach kulturowych oraz filozofii późniejszych epok („Anywhere between Aquinas and Descartes/Blazing a trail as shown, as told…”/ pol. „Gdziekolwiek pomiędzy Akwinatą a Kartezjuszem /Przetaczając szlak tak jak pokazano, tak jak powiedziano…”).
„Marność nad marnościami i wszystko marność…” – jak mówi Księga Koheleta. Zresztą podobna myśl jest wyczuwalna w przypadku katowickiego zespołu Furia, tyle że wyrażona po polsku. Lider zespołu, Michał „Nihil” Kuźniak, choć również stroni od wszelkich mediów, zgodził się udzielić wywiadu znanemu pisarzowi Łukaszowi Orbitowskiemu na antenie TVP Kultura (notabene za czasów prezesury Jacka Kurskiego). „Nihil” nie krył swojej pogardy dla konsumpcyjnej kultury, w której ludzie zatracili pragnienie głębi. Jego flagowy projekt gra muzykę, która bardziej niż z norweskim black metalem kojarzy się z okresem Młodej Polski. Tak zresztą Kuźniak mówił o wierszach z tego okresu w wywiadzie dla „Dwutygodnika”: „Nieważne, czyje były. To nie tyle są źródła inspiracji, ile połączenia z bratnimi duszami. Odnajdywanie własnej przebytej drogi i przeszłości. Oni też byli tylko i wyłącznie przekaźnikami, przez które przepływał pewien prąd – teraz przepływa przez nas”. I muzycznie, i lirycznie mamy do czynienia z eksperymentem, który łączy różne stylistyki. Nadano mu nawet autorskie określenie „nekrofolk”. Jest tradycja ludowa, Młoda Polska, ale również silna więź z tradycją Śląska.
Gdy część środowisk chrześcijańskich (niekiedy związana z ruchami charyzmatycznymi) wyraża swój sprzeciw wobec takiej formy sztuki, obraz do jednej z kaplic Bractwa św. Piusa X maluje Daniel Flaka, miłośnik metalu ekstremalnego i… jeden z wiernych Tradycji katolickiej. Odniesienia do mroku zawsze były obecne w kulturze, również tej o charakterze religijnym – wystarczy wspomnieć dzieła takich mistrzów jak Caravaggio czy El Greco. „Cienie wszak rzucają i ludzie, i przedmioty. (…) Bywają także cienie rzucane przez drzewa oraz żywe istoty. Chyba nie chcesz ograbić całej kuli ziemskiej, pozbawiając ją wszystkich drzew i wszystkiego, co żyje, tylko dlatego, że masz fantazję rozkoszować się niezmąconą światłością?” – jak pisał Bułhakow w „Mistrzu i Małgorzacie”.
Autor: Aleksander Majewski
Więcej tekstów autora na stronie: Facebook
