Connect with us
-->

Polska i Świat

Jan Gorzalny: Czarzasty urządza sobie własne marszałkowskie weto

Published

on

Włodzimierz Czarzasty najwyraźniej uznał, że stanowisko marszałka Sejmu daje mu coś więcej niż kierowanie pracami Izby. Skoro jakiś projekt nie podoba się politykowi Nowej Lewicy, można go po prostu zatrzymać, nazwać „bublem” i uznać, że parlament nie będzie się nim zajmował. Problem w tym, że w ten sposób z demokratycznego procesu legislacyjnego robi się polityczną selekcję według uznania jednej osoby. Karol Nawrocki słusznie mówi temu „nie”.

Spór pomiędzy prezydentem a marszałkiem Sejmu wszedł właśnie w kolejną fazę. Nie chodzi już wyłącznie o różnice programowe pomiędzy Pałacem Prezydenckim a rządzącą większością. Chodzi o coś znacznie bardziej fundamentalnego: czy marszałek Sejmu może sam zdecydować, że określony projekt ustawy prezydenta nie zasługuje nawet na to, aby posłowie rozpoczęli nad nim normalną debatę.

I właśnie dlatego słowa Karola Nawrockiego o tym, że „nie ma w polskim porządku prawnym czegoś takiego jak weto marszałkowskie”, są znacznie ważniejsze, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Prezydent nie twierdzi przecież, że każda jego propozycja ma zostać przez parlament przyjęta. Twierdzi coś znacznie bardziej oczywistego: jeżeli korzysta z konstytucyjnego prawa inicjatywy ustawodawczej, Sejm powinien mieć możliwość rozpatrzenia jego propozycji, a nie może być tak, że marszałek staje się jednoosobowym filtrem decydującym, które projekty wolno posłom zobaczyć, a które należy schować do szuflady.

Czarzasty sam przyznał, że blokuje projekty

Najbardziej wymowny jest fakt, że nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie z zarzutem prezydenta. Włodzimierz Czarzasty sam publicznie przyznał, że trzy projekty Karola Nawrockiego zostały przez niego zablokowane. Podczas Campusu Polska Przyszłości powiedział, że spośród 23 prezydenckich projektów trzy zostały zatrzymane właśnie przez niego, określając tę praktykę mianem „tak zwanego weta marszałkowskiego”. Co więcej, zapowiedział, że gdyby miał podejmować tę decyzję ponownie, zrobiłby dokładnie to samo.

To jest moment, w którym kończy się opowieść o przypadkowym opóźnieniu procedury, a zaczyna się bardzo konkretna decyzja polityczna.

Czarzasty wskazał trzy projekty: „Polski SAFE 0 proc.”, „Tani prąd” oraz projekt dotyczący przywrócenia prawa do sądu. Marszałek uważa je za wadliwe i dlatego nie chce kierować ich pod obrady. W przypadku projektu energetycznego podnosi argument braku wskazania źródeł finansowania, w przypadku SAFE 0 proc. mówi o wątpliwościach konstytucyjnych, natomiast projekt dotyczący sądownictwa krytykuje m.in. w związku z opinią Komisji Weneckiej.

Tylko że właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego Czarzasty najwyraźniej nie chce sobie postawić: od kiedy to marszałek Sejmu jest instancją, która może zastępować cały parlament?

Jeżeli projekt jest zły, niekonstytucyjny, kosztowny albo źle napisany, istnieje przecież bardzo prosty mechanizm demokracji parlamentarnej. Posłowie mogą nad nim debatować, zgłaszać poprawki, skierować go do komisji, odrzucić w pierwszym czytaniu albo ostatecznie zagłosować przeciwko niemu. Można również przedstawić opinię prawną, wykazać błędy i publicznie przekonać opinię publiczną, że prezydencka propozycja jest zła.

Ale zatrzymanie projektu przed rozpoczęciem parlamentarnej debaty to coś zupełnie innego.

Prezydent proponuje rozmowę, Czarzasty odpowiada polityczną pałką

Co szczególnie interesujące, Karol Nawrocki nie występuje tutaj w roli polityka, który domaga się automatycznego uchwalania wszystkiego, co wychodzi z Pałacu Prezydenckiego. W ostatnich tygodniach prezydent wielokrotnie apelował do większości rządzącej i marszałka Sejmu o procedowanie jego projektów. W nagraniu opublikowanym 20 sierpnia mówił wprost, że blokowanie debaty nad projektami nie uderza w niego, lecz w obywateli. Wśród propozycji wymieniał między innymi rozwiązania dotyczące niższych rachunków za prąd, rodzin, CPK, polskich portów oraz bezpieczeństwa państwa.

To jest właśnie ta zasadnicza różnica w sposobie prowadzenia tego sporu.

Prezydent mówi: rozmawiajmy, procedujmy, przedstawmy argumenty, zobaczmy, co da się poprawić.

Marszałek odpowiada natomiast: tego projektu nie będzie, bo ja uznałem, że jest zły.

A kiedy prezydent zaczyna pytać, dlaczego jego inicjatywy miesiącami nie trafiają pod normalne obrady, zamiast merytorycznej rozmowy słyszy od marszałka Sejmu, że albo jest „wprowadzony w błąd”, albo „kłamie”. Czarzasty użył tych słów podczas konferencji 2 września, przedstawiając własne wyliczenia dotyczące 23 projektów prezydenckich.

Trudno uznać taki język za próbę budowania politycznego kompromisu.

„Nie zgadzam się z prawicą, więc ją zablokuję”

Najbardziej niepokojące w całej sprawie jest jednak nie to, że Czarzasty krytykuje projekty Nawrockiego. Ma do tego pełne prawo. Marszałek Sejmu może mieć własne poglądy polityczne, podobnie jak każdy poseł.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy polityczna niechęć zostaje zamieniona w instrument blokowania inicjatywy ustawodawczej.

Sam Czarzasty podczas Campusu Polska Przyszłości mówił, że nie zamierza „dyskutować z ortodoksyjną prawicą”, a gdyby pojawił się kolejny projekt, który jego zdaniem zasługuje na zablokowanie, zrobiłby to ponownie. Wprost przedstawiał więc swoje działanie jako świadomą decyzję polityczną. I tutaj pojawia się pytanie: czy marszałek Sejmu powinien być strażnikiem interesu jednej większości politycznej, czy strażnikiem parlamentarnego procesu?

Bo jeżeli uznamy, że marszałek może zatrzymać projekt dlatego, że uważa go za populistyczny, kosztowny, prawicowy czy po prostu politycznie niewygodny, to następny marszałek może zastosować dokładnie tę samą metodę wobec projektów obecnej większości.

Dzisiaj blokowany jest projekt Nawrockiego. Jutro może być blokowany projekt innego prezydenta. A pojutrze może się okazać, że prawo inicjatywy ustawodawczej istnieje tylko na papierze, podczas gdy rzeczywista decyzja o tym, co może trafić pod obrady, należy do człowieka siedzącego w fotelu marszałka. To byłby bardzo niebezpieczny precedens.

Prezydent nie jest od tego, żeby prosić marszałka o pozwolenie

Warto przy tym pamiętać o rzeczy podstawowej: prezydent posiada konstytucyjne prawo inicjatywy ustawodawczej. Nie oznacza ono oczywiście prawa do narzucenia Sejmowi konkretnego rozwiązania. Parlament może każdy projekt odrzucić. Demokracja polega jednak właśnie na tym, że ostatecznie rozstrzygają posłowie w procedurze parlamentarnej, a nie jednoosobowo marszałek.

Oczywiście można prowadzić spór prawny o to, jakie dokładnie kompetencje organizacyjne posiada marszałek i w jakich sytuacjach może odmówić nadania dalszego biegu projektowi. Nie zmienia to jednak faktu, że „weto marszałkowskie” nie jest konstytucyjną nazwą kompetencji równoważnej prezydenckiemu prawu weta. Sam Czarzasty używa zresztą tego określenia jako własnego politycznego terminu.

I właśnie dlatego Nawrocki ma pełne prawo alarmować, że tworzy się mechanizm, którego wcześniej w polskim systemie konstytucyjnym nie było.

Czarzasty powinien zdjąć rękę z hamulca

Można oczywiście uważać, że „Tani prąd” jest źle napisany. Można uważać, że SAFE 0 proc. jest błędnym pomysłem. Można być przeciwnikiem zmian w sądownictwie proponowanych przez prezydenta. Ale od tego jest Sejm, komisje, ekspertyzy i głosowania.

Jeżeli Czarzasty uważa, że prezydent proponuje złe rozwiązania, niech stanie na mównicy i przekona do tego posłów. Niech jego większość zagłosuje przeciw. Niech przedstawi Polakom argumenty. Niech pokaże wyliczenia. Niech wykaże błędy.

To byłaby polityczna walka. I z taką walką można się nie zgadzać, ale trzeba ją szanować.

Znacznie gorzej wygląda sytuacja, w której marszałek mówi w praktyce: nie podoba mi się ten projekt, więc go nie puszczę dalej. To już nie jest zwykły spór pomiędzy Lewicą a prawicą. To jest spór o granice władzy marszałka Sejmu.

I dlatego mocne słowa Nawrockiego o tym, że „Polska nie jest PRL”, można odczytywać przede wszystkim jako sprzeciw wobec logiki, w której polityczny decydent uzurpuje sobie prawo do rozstrzygania, które pomysły obywateli i ich reprezentantów zasługują na debatę, a które należy zatrzymać przed drzwiami parlamentu.

Prezydent może się mylić. Prezydent może proponować złe ustawy. Prezydent może przegrać głosowanie. Ale dopóki korzysta z przysługującego mu konstytucyjnego prawa, jego propozycje powinny być traktowane poważnie, a nie chowane do politycznej zamrażarki.

Bo demokracja nie polega na tym, że zwycięzca wyborów mówi przeciwnikowi: „nie będziemy z tobą rozmawiać, bo jesteś z prawicy”. Demokracja polega na tym, że można przegrać głosowanie, ale nie powinno się przegrywać prawa do przedstawienia własnych argumentów.

I właśnie dlatego w tym sporze Czarzasty powinien zrobić jedną rzecz: zdjąć rękę z hamulca, skierować projekty pod normalną procedurę i pozwolić Sejmowi zdecydować. Jeśli są złe – większość parlamentarna może je odrzucić. Jeśli są dobre – może je poprawić i przyjąć. Tak działa parlament.

Marszałek Sejmu nie powinien być właścicielem Sejmu. Jest jego marszałkiem. I ta różnica ma w demokracji fundamentalne znaczenie.

 

Jan Gorzalny

Continue Reading
Skomentuj post

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *