Polska i Świat
Marcin Kosiński: Skąd tyle naiwniaków w Polsce?
Na popularną sieć zielonego płaza rzuciły się w ostatnich dniach media.
Lepiej późno, niż wcale.
Jestem dziennikarzem od 20 lat, ale pewnych rzeczy nie potrafię zrozumieć.
Dlaczego ktoś chciałby wejść do systemu Żabki, który jawnie oszukuje partnerów? I wiadomo to przynajmniej od dekady. I nie trzeba wielkiej wiedzy by się tego dowiedzieć.
Wystarczy posiadać komputer.
Sieć ta od dwóch lat obiecuje, że ponad 80% franczyzobiorców osiąga miesięczny przychód (marżę/wynagrodzenie od sieci) na poziomie powyżej 30 tys. zł brutto miesięcznie.
Miesięcznie. A nie dziennie.
I to ludzi motywuje. O dziwo.
Człowiek, który chce wejść do sieci wie, że sklep jest otwarty od 6 do 23.
7 dni w tygodniu.
To wymaga minimum 4 etatów.
Minimalne minimum każdego z nich to 6 tys. zł.
Chyba, że młodziak – wtedy tylko 5.
I nawet, jakby Żabka nie wyłudzała pieniędzy przez koszty energii, promocje, sztuczne zatowarowanie, kary umowne, czy zamówienia w hurtowni powyżej cen w sklepie obok… to się od początku nie spina.
Przy najprostszym kalkulatorze.
Od co najmniej dekady widać, że sieć działa jak piramida, a ludzie wciąż do niej lgną.
Tacy, którzy mają 20-30 tys. zł oszczędności.
A, że edukacja finansowa w Polsce nie istnieje, podobnie jak edukacja seksualna, albo relacyjna – to dają się nabierać.
Każdy „partner” musi wysyłać wszystkie pieniądze do centrali wieczorem.
„CashDaye” generują odsetki centrali, a nie „partnerom”.
Vat też jest po stronie „partnerów”. Właściwie wszystkie ryzyka są po stronie franczyzobiorców.
Ostatecznie zarabiają oni 3-5 tys. zł.
A część się zadłuża, bo traci.
A ci którzy zarabiają poniżej byle etatu, nie może się ot, tak zwolnić.
Ja mogłem.
Oni nie mogą. Bo sieć razem ze skarbówką każe im zapłacić 300-700 tys. zł. Albo kilka milionów.
Powstaje pytanie.
Co się w ogóle dziś stało z etyką człowieka?
Dlaczego ludzie chcą współpracować z taką Żabką?
Albo robić tam zakupy?
Jakie to byłyby czasy, gdyby współpracować tylko z etycznymi wspólnikami?
Nie z sieciami, które są piramidami finansowymi.
Nie z jakimiś Dino, które oszczędzają na ogrzewaniu pracowników generując przy tym 1,5 mld rocznego zysku.
Nie w Biedronce, która oszukiwanie klientów wprowadziła w swój ekosystem i za co dostaje regularne kary.
Co by było, jakby ludzie nie współpracowali z gangusami, ani nie korzystali z ich usług?
Co by było, gdyby prawo chroniło idiotów przed podpisaniem umowy niewolnictwa?
Może warto lekko rozeznać etykę (zapomniane słowo) firm, z którymi współpracujemy. I od których kupujemy.
Marcin Jacek Kosiński
Strona autorska: Facebook
Continue Reading
