Connect with us
-->

Polska i Świat

Tusk i Trzaskowski mogą pójść własnymi drogami

Published

on

Czy największe ugrupowanie obecnej koalicji rządzącej czeka scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się polityczną fantazją? Szymon Hołownia uważa, że jest to całkiem realne. Jego zdaniem Koalicja Obywatelska może po kolejnych wyborach znaleźć się w podobnej sytuacji jak PiS po 2023 roku – pozostać największą partią opozycyjną, a następnie zacząć rozpadać się od środka. I choć politycy KO zapewne uznaliby taką prognozę za kolejną próbę wróżenia z politycznych fusów, problem w tym, że wewnątrz samej formacji od dawna widać napięcia, których nie da się przykryć kolejnym wspólnym zdjęciem na konferencji prasowej.

Hołownia, który sam doskonale wie, jak szybko polityczny projekt może przejść drogę od wielkich nadziei do walki o przetrwanie, przedstawił swoją diagnozę bez większego owijania w bawełnę. Jego zdaniem obecne sondaże wskazują, że po następnych wyborach parlamentarnych KO może znaleźć się w sytuacji przypominającej tę, w której znalazło się Prawo i Sprawiedliwość po utracie władzy w 2023 roku. Największa partia opozycyjna nie musi bowiem oznaczać partii zdolnej do utrzymania jedności, szczególnie jeśli po przegranych wyborach zaczyna się poszukiwanie winnych, walka o przywództwo i pytanie, kto właściwie powinien wyznaczać kierunek na kolejne lata.

Hołownia przewiduje rozpad KO

Były lider Polski 2050 poszedł jeszcze dalej, wskazując, że problem może pojawić się już w trakcie kolejnej kadencji. – KO będzie „najsilniejszą partią opozycyjną”, która w połowie kadencji przyszłej może się rozpaść, tak jak rozpadł się PiS – ocenił.

To oczywiście tylko polityczna prognoza, a nie wyrok zapisany w kamieniu. W polityce przewidywania mają zresztą tę zabawną właściwość, że najczęściej przypominamy sobie o nich dopiero wtedy, gdy zaczynają się sprawdzać. Warto jednak zastanowić się, dlaczego scenariusz rozpadu KO w ogóle można sobie wyobrazić.

Koalicja Obywatelska jest bowiem konstrukcją znacznie bardziej skomplikowaną niż zwykła partia polityczna. Łączy środowiska o różnych ambicjach, interesach i wizjach przyszłości. Dopóki istnieje wspólny przeciwnik i perspektywa sprawowania władzy, wiele różnic można schować pod dywan. Problem zaczyna się wtedy, kiedy trzeba odpowiedzieć na pytanie, kto ma być liderem, kto ma rozdawać karty i jak ma wyglądać KO po odejściu Donalda Tuska.

Tusk i Trzaskowski – wspólny projekt, różne ambicje?

I tutaj pojawia się być może najciekawszy element całej układanki, czyli relacja Donalda Tuska i Rafała Trzaskowskiego. Dzisiaj obaj politycy są częścią tego samego obozu, ale wiele wskazuje na to, że w przyszłości ich polityczne drogi mogą zacząć się rozchodzić. Nie musi to nastąpić jutro ani nawet w najbliższych miesiącach, lecz polityka ma to do siebie, że kiedy kończy się epoka jednego lidera, natychmiast zaczyna się pytanie o jego następcę.

Tusk przez lata zbudował swoją pozycję jako polityk, który potrafi podporządkować sobie bardzo różne środowiska i utrzymać je wokół wspólnego celu. Trzaskowski reprezentuje natomiast inne pokolenie i inną wizję politycznego zaplecza Platformy. Jest prezydentem Warszawy, był kandydatem na prezydenta Polski, ma własne środowisko i – co równie ważne – własne ambicje. Dopóki Tusk pozostaje centralną postacią obozu, pytanie o sukcesję można odkładać na później. Im bliżej jednak będzie końca epoki Tuska, tym trudniej będzie udawać, że kwestia następcy nie istnieje.

A wtedy może się okazać, że dzisiejsza jedność jest nie tyle trwałym małżeństwem politycznym, ile raczej związkiem zawartym z rozsądku, w którym obie strony przez pewien czas uznają, że bardziej opłaca się być razem niż osobno. Historia polskiej polityki zna już zresztą niejeden taki przypadek.

PiS pokazał, jak szybko można przejść od potęgi do wewnętrznej wojny

Właśnie dlatego porównanie Hołowni do PiS po 2023 roku jest dla KO wyjątkowo niewygodne. Prawo i Sprawiedliwość przez lata było polityczną machiną, która wydawała się niezwykle odporna na kryzysy. Jarosław Kaczyński był niekwestionowanym liderem, a kolejne wybory potwierdzały siłę ugrupowania. Dopiero utrata władzy pokazała, jak wiele problemów można skutecznie przykrywać tak długo, jak długo istnieje perspektywa zwycięstwa.

Po przegranych wyborach zaczęły się natomiast pytania o przyszłość partii, przywództwo, strategię i odpowiedzialność za porażkę. Hołownia sugeruje, że podobny mechanizm może w przyszłości dotknąć KO. Najpierw utrata władzy, później walka o przywództwo, a następnie próba odpowiedzi na pytanie, czy wszystkie środowiska tworzące dzisiejszą formację rzeczywiście mają jeszcze wspólny interes.

Najpierw wspólny przeciwnik, później każdy na swoje konto?

Polska polityka zna ten schemat doskonale. Kiedy przeciwnik jest wystarczająco silny, można długo przekonywać opinię publiczną, że wszyscy stoją po tej samej stronie i najważniejsza jest jedność. Kiedy jednak przeciwnik przestaje być bezpośrednim zagrożeniem, zaczyna się znacznie ciekawsza część przedstawienia – rozliczenia, walka o wpływy i pytanie, kto właściwie ma prawo powiedzieć „to ja jestem przyszłością tego obozu”.

W przypadku KO potencjalnym punktem zapalnym może być właśnie sukcesja po Tusku. Jeżeli Trzaskowski zdecyduje się w pewnym momencie budować własną pozycję jako lider całego obozu, a część środowiska Platformy uzna, że nadszedł czas na zmianę pokoleniową, polityczna układanka może zacząć wyglądać zupełnie inaczej niż dzisiaj. Wtedy może się okazać, że słowo „Koalicja” w nazwie ugrupowania zacznie nabierać wyjątkowo praktycznego znaczenia.

Czy Hołownia ma rację?

Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że KO rzeczywiście się rozpadnie. Polityka potrafi zaskakiwać, a partie wielokrotnie przeżywały kryzysy, które miały zakończyć ich istnienie, by później wracać do gry. Prognoza Hołowni jest więc przede wszystkim ostrzeżeniem i polityczną interpretacją obecnych tendencji, a nie pewnikiem.

Jedno wydaje się jednak interesujące: jeszcze kilka lat temu trudno byłoby poważnie dyskutować o scenariuszu, w którym KO po przegranych wyborach zaczyna walczyć sama ze sobą. Dzisiaj takie pytanie można już postawić całkiem serio. Czy Donald Tusk zdoła utrzymać swój obóz w ryzach, a Rafał Trzaskowski pozostanie jego naturalnym następcą, czy też w pewnym momencie okaże się, że obaj politycy mają zupełnie różne pomysły na przyszłość?

Jeżeli sprawdzi się scenariusz Hołowni, historia zatoczy koło. Najpierw PiS miało być politycznym monolitem, który po utracie władzy zaczął pękać. Teraz podobny los może czekać KO. A polska polityka, jak zwykle, dostarczy wtedy widzom tego, czego nigdy nie brakuje – wielkich deklaracji o jedności, zapewnień o braku konfliktu i absolutnie przypadkowych przecieków z anonimowych źródeł o tym, że „wszyscy są już ze sobą skłóceni”.

 

Joanna Mac

Continue Reading
Skomentuj post

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *