Connect with us
-->

Publicystyka

Wodór spod ziemi. Czy właśnie tam kryje się paliwo przyszłości?

Published

on

Przez dziesięciolecia wodór był przede wszystkim obietnicą. Mówiono o nim jako o paliwie, które może pomóc ograniczyć zależność od ropy, gazu i węgla, ale jednocześnie pojawiały się pytania o koszty jego produkcji, transportu i magazynowania. Dziś sytuacja zaczyna wyglądać inaczej. Naukowcy coraz poważniej traktują możliwość, że część potrzebnego nam wodoru wcale nie musi być produkowana w fabrykach. Być może znaczne ilości tego gazu powstają naturalnie głęboko pod powierzchnią Ziemi i przez miliony lat gromadzą się w strukturach geologicznych. Jeśli uda się znaleźć takie akumulacje, a następnie wydobywać z nich wodór w sposób ekonomiczny i bezpieczny, może to otworzyć zupełnie nowy rozdział w światowej energetyce.

Temat nabrał w ostatnich miesiącach wyjątkowego tempa. „Nature” opisało we wrześniu 2026 r. światowy wyścig firm poszukujących naturalnego, określanego również jako geologiczny lub biały, wodoru. Według cytowanych przez czasopismo danych od 2023 r. inwestorzy venture capital przeznaczyli na poszukiwania tego surowca niemal 500 mln dolarów. Poszukiwania prowadzone są już w niemal 30 państwach, między innymi w Ameryce Północnej, Afryce i Australii. Nie oznacza to jednak, że znaleziono już ogromne, gotowe do eksploatacji złoża. Wręcz przeciwnie – najważniejsze pytanie dopiero czeka na odpowiedź: czy naturalny wodór rzeczywiście występuje w ilościach i w takich warunkach geologicznych, które pozwolą na jego opłacalne wydobycie?

Wodór, który nie musi być produkowany

To właśnie tutaj kryje się najbardziej interesująca część całej historii. Współczesna gospodarka wodorowa opiera się przede wszystkim na produkcji wodoru. Można go otrzymywać między innymi poprzez elektrolizę wody, wykorzystując energię elektryczną, albo z gazu ziemnego. Problem polega na tym, że każda z tych metod ma swoje ograniczenia. Elektroliza wymaga dużych ilości energii, natomiast produkcja wodoru z paliw kopalnych wiąże się z emisjami, chyba że zastosowane zostaną dodatkowe technologie ich wychwytywania.

Naturalny wodór jest czymś zupełnie innym. Nie trzeba go najpierw wyprodukować – podobnie jak gaz ziemny czy ropa naftowa może być już obecny w podziemnych strukturach geologicznych i czekać na odkrycie.

Geolodzy wiedzą, że wodór powstaje naturalnie w wielu procesach zachodzących we wnętrzu Ziemi. Jednym z nich jest reakcja wody ze skałami bogatymi w żelazo, między innymi oliwinami. Wodór może również powstawać w wyniku radiolizy wody, czyli jej rozkładu pod wpływem promieniowania emitowanego podczas rozpadu naturalnych pierwiastków promieniotwórczych. Przez lata sądzono jednak, że gaz jest zbyt reaktywny i mobilny, aby mógł w większych ilościach zgromadzić się pod ziemią.

To założenie zaczęło się zmieniać po odkryciach dokonanych między innymi w Mali. Późniejsze badania wykazały również występowanie znaczących naturalnych emisji wodoru w kopalniach. W Albanii w 2024 r. naukowcy udokumentowali przepływ co najmniej 200 ton wodoru rocznie z kopalni chromitu. Takie obserwacje są ważne, ponieważ pokazują, że wodór nie tylko powstaje w procesach geologicznych, ale w określonych warunkach może również migrować i gromadzić się w podziemnych strukturach.

Biliony ton? Tu trzeba zachować ostrożność

Najbardziej spektakularne są oczywiście szacunki mówiące o dziesiątkach bilionów ton wodoru znajdujących się w podziemnych systemach geologicznych. Taka liczba robi ogromne wrażenie, ale nie należy jej utożsamiać z udokumentowanymi zasobami gospodarczymi. To potencjał wynikający z modeli i szacunków geologicznych, a nie wielkość złóż, które można dziś po prostu otworzyć i zacząć eksploatować.

„Nature” zwraca uwagę, że gdyby udało się odzyskać zaledwie niewielką część potencjalnych zasobów, geologiczny wodór mógłby – według niektórych analiz – odpowiadać światowemu zapotrzebowaniu na czystą energię przez około 200 lat. Jest to jednak scenariusz zależny od wielu niewiadomych: wielkości rzeczywistych akumulacji, ich głębokości, przepuszczalności skał, możliwości prowadzenia odwiertów oraz przede wszystkim tempa i kosztu wydobycia.

Polska nie stoi z boku

Co szczególnie interesujące, ten światowy wyścig nie omija Polski. W 2024 r. Państwowy Instytut Geologiczny-PIB, Akademia Górniczo-Hutnicza, Instytut Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN oraz ORLEN powołały Polską Inicjatywę na rzecz Naturalnego Wodoru Geo-Hydrogen. Jej celem jest między innymi wskazanie obszarów perspektywicznych dla poszukiwania naturalnego wodoru oraz rozwijanie wiedzy potrzebnej do ewentualnej przyszłej eksploatacji tego surowca.

Co więcej, w sierpniu 2026 r. podpisano umowę dotyczącą projektu GEO-H2-PL, realizowanego przez konsorcjum AGH, PIG-PIB i Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN. Projekt otrzymał blisko 17 mln zł dofinansowania i ma potrwać trzy lata. Jego celem jest rozpoznanie możliwości występowania naturalnego wodoru w Polsce, wskazanie najbardziej perspektywicznych obszarów oraz określenie, czy jego przyszła eksploatacja może być ekonomicznie uzasadniona. W planach są również trzy pełnordzeniowane otwory wiertnicze w lokalizacjach uznanych za najbardziej perspektywiczne.

To ważna zmiana. Polska nie ogranicza się już wyłącznie do dyskusji o produkcji wodoru z energii elektrycznej. Państwowa służba geologiczna zaczyna systematycznie sprawdzać, czy pod naszymi stopami może znajdować się własny, naturalny surowiec energetyczny.

A co z Podkarpaciem?

W tym miejscu sprawa staje się szczególnie interesująca dla naszego regionu. Polska jest bowiem krajem o bardzo zróżnicowanej budowie geologicznej, a badania obejmują również obszar Karpat i zapadliska przedkarpackiego.

Najnowsze badania opublikowane w 2026 r. w „International Journal of Hydrogen Energy” wykorzystały niemal 12 tys. historycznych pomiarów gazów glebowych wykonanych w różnych częściach Polski. Analizowano między innymi obszary Karpat Zewnętrznych i zapadliska przedkarpackiego. W całym zbiorze odnotowano stężenia wodoru od śladowych do 2,3 proc. objętościowo. Autorzy wskazują również na związki pomiędzy występowaniem wodoru a budową tektoniczną i strefami, którymi gazy mogą migrować z głębszych partii skorupy.

Jeszcze ciekawsze są informacje dotyczące terenów położonych na pograniczu Lubelszczyzny i Podkarpacia. W otworze Narol PIG-2, w rejonie Roztocza, w próbkach z głębokości ponad 3,2 km stwierdzono wodór stanowiący około 6,5 proc. objętości pobranego gazu. Z kolei w złożu gazu ziemnego Tarnogród–Wola Różaniecka, znajdującym się w zapadlisku przedkarpackim, wodór występuje jako domieszka w gazie ziemnym, a jego zawartość w niektórych przypadkach sięga kilku procent.

Nie oznacza to oczywiście, że pod Podkarpaciem odkryto już samodzielne złoże wodoru. Państwowy Instytut Geologiczny wyraźnie zaznacza, że w Polsce nie udokumentowano dotychczas samodzielnego złoża naturalnego wodoru. Mamy natomiast dowody jego występowania w wielu miejscach, zarówno jako gazu wolnego, gazu rozpuszczonego w wodach podziemnych, jak i domieszki w złożach gazu ziemnego.

To zasadnicza różnica, której nie warto zacierać w pogoni za efektownym nagłówkiem. Podkarpacie nie jest dziś „polskim zagłębiem wodoru”, ale jego budowa geologiczna sprawia, że region znajduje się w obszarze, który z punktu widzenia naukowych badań nad migracją i występowaniem tego gazu jest interesujący.

Karpaty mogą być ważniejsze, niż się dziś wydaje

Karpaty są miejscem szczególnym również z innego powodu. Współczesne badania pokazują, że procesy związane z powstawaniem naturalnego wodoru mogą zachodzić w związku z głębokimi procesami geologicznymi, aktywnością tektoniczną oraz reakcjami wody ze skałami zawierającymi odpowiednie minerały.

Nie oznacza to, że każda góra jest potencjalnym złożem wodoru. Aby powstało złoże nadające się do eksploatacji, potrzebny jest cały system: źródło wodoru, droga migracji, odpowiednia skała zbiornikowa oraz struktura zdolna zatrzymać gaz. Potrzebne są również warunki pozwalające na jego ekonomiczne wydobycie.

Właśnie dlatego współczesne poszukiwania wodoru przypominają pod pewnymi względami początki poszukiwania ropy i gazu. Nie wystarczy znaleźć ślady surowca. Trzeba jeszcze znaleźć odpowiednią strukturę geologiczną, wykonać odwiert, potwierdzić wielkość akumulacji i sprawdzić, czy można ją eksploatować przez wiele lat.

Czy wodór rzeczywiście będzie paliwem przyszłości?

Odpowiedź brzmi: może nim być, ale prawdopodobnie nie w takim znaczeniu, w jakim często przedstawia się go w reklamach i materiałach promocyjnych.

Wodór jest przede wszystkim nośnikiem energii, a nie pierwotnym źródłem energii takim jak słońce, wiatr, uran czy paliwa kopalne. Jeżeli produkujemy go z wykorzystaniem energii elektrycznej, najpierw musimy tę energię gdzieś wytworzyć. Jeżeli natomiast znajdziemy naturalny wodór pod ziemią, sytuacja zmienia się zasadniczo, ponieważ zaczynamy pozyskiwać gotowy surowiec energetyczny.

Wodór może mieć szczególne znaczenie tam, gdzie bezpośrednia elektryfikacja jest trudna. Dotyczy to części przemysłu chemicznego, produkcji stali, niektórych rodzajów transportu ciężkiego, żeglugi czy potencjalnie lotnictwa. Polska Strategia Wodorowa zakłada wykorzystanie technologii wodorowych między innymi w energetyce, ciepłownictwie, transporcie i przemyśle. Dokument przewiduje także rozwój produkcji, przesyłu, magazynowania oraz infrastruktury wodorowej.

Polska nie zaczyna więc od zera. W 2026 r. rozwijane są również rozwiązania dotyczące krajowej infrastruktury przesyłowej. GAZ-SYSTEM został wyznaczony operatorem systemu przesyłowego wodoru do 2036 r. i uzgodnił Krajowy Dziesięcioletni Plan Rozwoju Systemu Przesyłowego Wodorowego.

Największym problemem może być nie znalezienie wodoru, lecz jego wydobycie

Nawet jeżeli pod ziemią znajduje się bardzo dużo wodoru, nie oznacza to automatycznie, że będzie można go tanio wydobywać.

W przeciwieństwie do klasycznych złóż gazu ziemnego naturalny wodór jest wyjątkowo mobilny i reaktywny. Naukowcy wciąż badają, w jakich warunkach powstaje, jak przemieszcza się przez skały, gdzie może się gromadzić i jak długo może pozostawać uwięziony. Najnowsze badania wskazują również, że naturalne procesy produkcji wodoru mogą być stosunkowo powolne. Jedna z prac opublikowanych w „Nature Communications” w 2026 r. wskazuje, że w systemach związanych z serpentynizacją tempo generowania wodoru może być niewielkie, a powstawanie dużych ekonomicznie istotnych akumulacji może wymagać tysięcy, a nawet dziesiątek tysięcy lat.

Nie należy więc wyobrażać sobie, że pod ziemią znajduje się ogromny „zbiornik paliwa”, który można bez końca opróżniać. Jeżeli okaże się, że naturalny wodór występuje w dużych, ekonomicznie dostępnych akumulacjach, będzie on raczej zasobem geologicznym, który trzeba będzie eksploatować równie rozważnie jak inne surowce.

Polska ma tutaj swoją szansę

Najciekawsze w całej historii jest jednak to, że odpowiedź na pytanie o przyszłość wodoru może częściowo znajdować się pod naszymi stopami. Polska posiada rozbudowaną bazę danych z wcześniejszych poszukiwań ropy i gazu, tysiące odwiertów oraz ogromne doświadczenie geologiczne. Teraz te same dane można analizować z zupełnie innej perspektywy.

Być może informacje, które przez dziesięciolecia traktowano jedynie jako ciekawostkę geochemiczną – niewielką domieszkę wodoru w gazie ziemnym albo obecność tego gazu w wodach podziemnych – okażą się wskazówkami prowadzącymi do czegoś znacznie większego.

A jeśli tak będzie, znaczenie mogą mieć również Karpaty i zapadlisko przedkarpackie. Na razie nie ma podstaw, aby ogłaszać odkrycie wielkich podkarpackich złóż. Są natomiast wystarczające przesłanki, aby ten region znalazł się w polu zainteresowania naukowców zajmujących się naturalnym wodorem. Badania prowadzone w Polsce już dziś pokazują, że wodór występuje w strukturach geologicznych związanych z Karpatami, a projekt GEO-H2-PL ma w najbliższych latach odpowiedzieć na znacznie ważniejsze pytanie: gdzie w Polsce warto szukać go dalej i czy można go będzie kiedyś wydobywać na skalę przemysłową?

Być może za kilka lat będziemy patrzeć na obecny moment podobnie jak dziś patrzymy na początki poszukiwania ropy i gazu. Być może okaże się, że naturalnego wodoru jest niewiele i jego wydobycie pozostanie niszową technologią. Ale możliwy jest również drugi scenariusz – odkrycie dużych, stosunkowo płytkich i łatwo dostępnych akumulacji, które radykalnie zmienią rachunek ekonomiczny całej gospodarki wodorowej.

Na odpowiedź nie będziemy musieli czekać dziesięcioleci. Polski program GEO-H2-PL ma potrwać trzy lata i obejmować również odwierty badawcze. To właśnie one mogą powiedzieć nam znacznie więcej niż najbardziej śmiałe prognozy.

Wodór może więc być paliwem przyszłości. Ale prawdziwym przełomem nie będzie samo opracowanie kolejnego samochodu czy autobusu napędzanego wodorem. Przełomem będzie odkrycie, że część tego wodoru nie musi być produkowana – bo natura zrobiła to za nas miliony lat temu. I być może właśnie teraz zaczynamy uczyć się, gdzie go szukać.

Opracowanie na podstawie m.in. „Nature” (15 września 2026 r.), materiałów Państwowego Instytutu Geologicznego–PIB, AGH oraz publikacji naukowych dotyczących występowania wodoru w Polsce. (Nature)

Joanna Mac 

Continue Reading
Skomentuj post

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *