Connect with us
-->

Publicystyka

Tragedia na drodze z Medjugorie. Czy tego wypadku można było uniknąć

Published

on

W poniedziałkowy wieczór na lotnisku Rzeszów-Jasionka wylądował specjalny rządowy samolot z pierwszą grupą polskich pielgrzymów poszkodowanych w katastrofie autokaru na Węgrzech. Do kraju wróciło 21 osób, z których pięć przewieziono do rzeszowskich szpitali, a pozostali – po opatrzeniu i konsultacjach – mogli wrócić do swoich domów i rodzin. Dla nich podróż, która miała być powrotem z miejsca modlitwy, zakończyła się jednak doświadczeniem, którego prawdopodobnie nie zapomną do końca życia.

Na płycie lotniska w Jasionce nie było już pielgrzymkowej atmosfery, z jaką zwykle kojarzy się powrót z Medjugorie, nie było rozmów o tym, co wydarzyło się na Podbrdo, o modlitwie, spowiedzi czy spotkaniach z innymi Polakami przybywającymi do niewielkiej miejscowości w Bośni i Hercegowinie, lecz były karetki, lekarze, psychologowie i rodziny czekające na swoich bliskich. Pięciu rannych trafiło do oddziałów ortopedii i chirurgii ogólnej w Rzeszowie, a dla pozostałych zabezpieczono możliwość dalszej pomocy medycznej, gdyby ich stan się pogorszył.

W tym samym czasie na Węgrzech pozostawali kolejni poszkodowani, a skala tragedii była już znana: w katastrofie zginęło 12 osób, a dziesiątki zostały ranne. Autokar przewoził 57 polskich pielgrzymów oraz dwóch kierowców i wracał z Medjugorie, kiedy na autostradzie M3 w okolicach Mezőkeresztes zjechał z drogi i przewrócił się w rowie. Według wstępnych ustaleń węgierskich śledczych jednym z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy jest zaśnięcie kierowcy za kierownicą; kierowca został zatrzymany, a węgierski sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu.

I właśnie tutaj zaczyna się pytanie, którego w obliczu takiej tragedii nie wolno zadawać w sposób pochopny, ale którego również nie wolno unikać: czy tego wypadku można było uniknąć?

Dziś nie znamy jeszcze wszystkich odpowiedzi i byłoby nieuczciwe wydawać wyrok przed zakończeniem śledztwa, jednak informacja o możliwym zaśnięciu kierowcy każe spojrzeć na tę tragedię nie tylko jak na nieszczęśliwy przypadek, lecz również przez pryzmat organizacji transportu, czasu pracy kierowców, odpoczynku, kontroli trzeźwości i zmęczenia oraz odpowiedzialności przewoźnika. W przypadku autokaru, który w środku nocy przemierza setki kilometrów z grupą ludzi na pokładzie, zmęczenie kierowcy nie jest prywatnym problemem człowieka siedzącego za kierownicą – jest kwestią bezpieczeństwa kilkudziesięciu pasażerów.

Podróż, która miała być modlitwą

Warto przy tym zatrzymać się na chwilę przy samym fenomenie Medjugorie, bo bez niego trudno zrozumieć, dlaczego co roku tysiące Polaków wsiadają do autokarów, samolotów i samochodów, aby przemierzyć Europę i dotrzeć do tej niewielkiej miejscowości.

Medjugorie od ponad czterech dekad pozostaje jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych współczesnego katolicyzmu, a według danych przywoływanych przez Watykan przed pandemią przybywało tam około 3 mln pielgrzymów rocznie, przy czym wśród najliczniejszych grup narodowych znajdowali się Polacy i Włosi.

Polski udział w tym ruchu jest rzeczywiście znaczący, choć nie istnieje wiarygodna, aktualna statystyka pokazująca dokładną liczbę Polaków odwiedzających Medjugorie każdego roku. Polski Dom Pielgrzyma wskazuje, że Polacy należą do najliczniejszych grup pielgrzymów, natomiast w polskich materiałach dotyczących Medjugorie pojawiają się szacunki mówiące o bardzo dużej liczbie rodaków przybywających tam w ciągu roku.

Skala tego ruchu jest jednak widoczna także w samym życiu pielgrzymkowym. W 2025 roku w Medjugorie rozdano ponad 2 mln Komunii Świętych, a w 2024 roku ponad 2 mln, co pokazuje, że mówimy o miejscu, które – niezależnie od indywidualnego stosunku do objawień – stało się ogromnym międzynarodowym centrum religijnym.

Co ważne, w 2024 roku Stolica Apostolska wydała notę dotyczącą doświadczenia duchowego związanego z Medjugorie, zezwalając na kult i pielgrzymowanie, choć nie oznaczało to uznania nadprzyrodzonego charakteru samych objawień.

Polacy wracają tam od dziesięcioleci

Tragedia na Węgrzech jest tym bardziej przejmująca, że nie jest pierwszym śmiertelnym wypadkiem polskich pielgrzymów podróżujących do Medjugorie.

W 2022 roku autokar z polskimi pielgrzymami rozbił się w Chorwacji. Zginęło wtedy 12 osób, a 32 zostały ranne. Pielgrzymi również jechali do Medjugorie.

Wtedy również długo analizowano przyczyny tragedii, a późniejsze ustalenia śledczych wskazywały na zachowanie kierowcy i brak należytej czujności.

Dwie katastrofy w odstępie zaledwie kilku lat, w dodatku dotyczące polskich grup pielgrzymkowych zmierzających do tego samego miejsca, każą postawić pytanie, którego nie powinno się sprowadzać do prostego stwierdzenia, że „wypadki się zdarzają”.

Bo oczywiście, że się zdarzają.

Ale części wypadków można zapobiec, a bezpieczeństwo transportu autokarowego opiera się właśnie na tym, aby możliwie wiele potencjalnych błędów człowieka, awarii i sytuacji ryzykownych wyeliminować jeszcze zanim pojazd ruszy w drogę.

Czy wystarczy powiedzieć: to był tragiczny przypadek?

Być może końcowe ustalenia pokażą, że zawiodła jedna konkretna osoba, być może okaże się, że przyczyna była bardziej złożona, a być może śledczy odkryją również inne okoliczności, których dziś jeszcze nie znamy.

Dlatego nie należy dziś ferować wyroków, ale właśnie teraz należy zadawać pytania: czy kierowca był odpowiednio wypoczęty, jak wyglądał harmonogram jego pracy, czy organizacja przejazdu dawała odpowiedni margines bezpieczeństwa, czy przewoźnik prawidłowo kontrolował czas pracy kierowców i czy system zmiany kierowców rzeczywiście działał tak, jak powinien?

Jeżeli okaże się, że tragedię poprzedziło zmęczenie, którego można było uniknąć, pytanie „czy można było temu zapobiec?” przestanie być filozoficznym rozważaniem, a stanie się pytaniem o konkretną odpowiedzialność.

Na razie pozostaje przede wszystkim żałoba.

Dwanaście osób, które wyjechały z Polski, aby odwiedzić miejsce związane dla nich z modlitwą, nadzieją i duchowym przeżyciem, nie wróciło już do swoich domów. Ich rodziny zamiast czekać na pielgrzymów wracających z opowieściami o Medjugorie musiały przyjąć wiadomość o śmierci najbliższych. Pozostali wracają do Polski z ranami, których część będzie można wyleczyć w szpitalu, ale są też takie, których nie da się opatrzyć bandażem ani zamknąć wraz z wypisem ze szpitala.

Dlatego obok współczucia i modlitwy powinno pojawić się również coś jeszcze – rzetelne rozliczenie tego, co doprowadziło do tragedii.

Nie po to, aby znaleźć winnego za wszelką cenę, lecz po to, aby odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, jakie po każdej takiej katastrofie powinno paść: czy 12 ludzkich istnień rzeczywiście musiało zakończyć się na węgierskiej autostradzie, czy też gdzieś wcześniej można było zrobić coś, co sprawiłoby, że ten autokar bezpiecznie dotarłby do Polski?

Autor: Joanna Mac

Continue Reading
Skomentuj post

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *